Niewolnicy BYĆ czy MIEĆ, a może …?
Rozwój personalny

27-10-2016

Od tysięcy lat ludzie mają dylemat BYĆ czy MIEĆ. Choć wydaje się TO pytaniem retorycznym, jednak wielu ma problem z określeniem siebie. Nie bez powodu poruszam ten temat w kontekście biznesu. Dziś o skuteczności biznesu świadczą rezultaty, czyli nasze mitologiczne MIEĆ…Wynika ono pośrednio z tego kim jesteś, a bezpośrednio z tego jakie są Twoje działania.  Źródłem Twoich rezultatów więc jest Twoje działanie, a źródłem działania to kim jesteś.  Jeśli Twoje życiowe rezultaty są do bani to zgadnij co? Coś musi być z Tobą nie tak. Nie jest temu winna ekonomia, sąsiedzi, politycy, globalne ocieplenie, brak szczęścia czy chujowy szef. TY sam jesteś odpowiedzialny za swoje rezultaty. To kim jesteś ma pośredni wpływ na wyniki.

Pojawia się  więc pytanie: od czego zacząć, aby Twoje wyniki były lepsze?

Od poprawy samego siebie, swojego sposobu myślenia. Jeśli myślisz, że nic nie możesz zmienić –  zacznij od zmiany myślenia. Człowiek rodzi się niczym pusta kartka. Jego mózg w dzieciństwie jest programowany przez otaczający go świat. Wynikiem tego programowania jest to kim jesteś kiedy wchodzisz w dorosłe życie. Zresztą to programowanie odbywa się przez całe życie, dlatego ludzie się zmieniają. Ktoś wyjeżdża zagranicę, doświadcza innego otoczenia i nagle znajomi mówią: ale się zmienił,  nie pogada już. Tak się niestety dzieje, albo stety,  jeśli zmiana jest na lepsze. Każdy kto chce zmienić swoje życiowe wyniki musi zacząć od zmiany siebie, a czasami i otoczenia, które negatywnie go programuje. To tłumaczy dlaczego ludzie są szczęśliwi, kiedy wyjeżdżają lub zaczynają podróżować.  Jeśli zmieniając otoczenie zaczynamy spotykać się z pozytywnymi ludźmi, to w myśl zasady: Z KIM SIĘ ZADAJESZ TAKIM SIĘ STAJESZ nie ma siły, że sami nie staniemy się bardziej pozytywni. Tak samo to działa w drugą, negatywną stronę.

Wracając do BYĆ czy MIEĆ…. nie można MIEĆ bez BYĆ, ale można  BYĆ bez MIEĆ. Nawet jeśli uda Ci się coś osiągnąć nie dbając o to kim naprawdę jesteś, to prawdopodobnie będzie to krótkotrwałe.

Każdy z nas chce być kimś albo coś osiągnąć. Nie ma w tym nic złego, bo to cel naszego życia. Czasami jest tylko iluzją, a czasami daję nam chwilowe poczucie szczęścia.

Jeden chce być lekarzem, drugi znanym prawnikiem, trzeci  świetnym piłkarzem, czwarta modelką, albo piosenkarką.  Z drugiej strony ludzie chcą szybkiego i ładnego  samochodu, willi z basenem, miliona dolarów na koncie, albo po prostu dobrą pracę i małe mieszkanko. Każdy ma jakąś skalę swojego MIEĆ.  Ludzie gotowi są poświęcać swoje życie by realizować swoje BYĆ lub MIEĆ.

Gdy nie mogą osiągnąć swojego celu są sfrustrowani,  obrażeni na cały świat, bardzo często nieszczęśliwi. Powiem nawet więcej: nawet jak osiągną swoje cele, które zagrzewały ich działania również są nieszczęśliwi. Ktoś marzył o byciu prawnikiem, nagle zostaje prawnikiem i okazuje się, że jego oczekiwania i rzeczywistość dalekie są od siebie.

I co wtedy?

Rozczarowanie bardzo często moczą w alkoholu bądź innych używkach. Takich przykładów jest miliony…

Ktoś marzy by zostać lekarzem i klnie jak szewc gdy osiąga swoje. Ktoś inny chce być księdzem i po pięciu latach rezygnuje ze służenia Bogu. Inny chcę założyć swój własny biznes, którego staje się niewolnikiem po pięciu latach. Ktoś marzy o super etacie i nagle po kilku latach swojej podobno wymarzonej pracy czuje się wypalony.

Tak  samo jest z MIEĆ… Kupujemy wymarzony dom, którego utrzymanie później robi z nas niewolników pracy lub biznesu. Kupujemy samochód, z którego frajda mija wraz z kosztami pierwszego remontu.

Każdy z nas robi coś dla siebie albo co gorsze na pokaz przed innymi. Najgorsze, że którejkolwiek opcji się nie złapiesz znajdą się Ci którzy zanegują to co robisz, to co masz lub to kim jesteś. Oczywiście ich opinią nie warto się przejmować, bo nie jest ona nigdy prawdziwa. Zawsze określa jakiś niewielki kawałek tego kim jesteś lub co masz. Nigdy nie jest to obiektywne… a jednak boli.  Nawet jak jesteś twardy to zostaje mała blizna, później kolejna i kolejna, aż człowiek zmienia się w emocjonalne zombie, odrzucając od siebie innych. Jedni rekompensują to sobie na innych płaszczyznach życia, inni ukrywają się pod wredną osobowością bądź niezadbanym ciałem. Uciekają się do wszelkich metod tylko po to by odwrócić od siebie uwagę. To pułapka pozbawiająca ludzi marzeń, celów, i aspiracji do tego by codziennie stawać się lepszym.  Robisz źle czy nie robisz źle, wszędzie krytyka.

 Jest taka anegdota…

Jezus widząc ile cierpienia jest na świecie, postanowił zejść na ziemię i leczyć ludzi. Ukrył się w szpitalu, by pomóc najbardziej chorym pod postacią lekarza. Przyszedł do niego pacjent, który czekał na swoją kolej w poczekalni pełnej ludzi. Był sparaliżowany od 10 lat, nie chodził i nie ruszał rękami. Jezus zobaczywszy go mówi : – Wstań i idź i pacjent tak zrobił. Wstał i wyszedł. Po wyjściu mówi do ludzi: – Coś kiepski ten lekarz, nawet ciśnienia mi nie zmierzył i poszedł w swoją stronę…

Dokładnie tak często wygląda życie. Dajesz, a i tak nic nie dostajesz w zamian oprócz krytyki…

…ale jebać to.

Na szczęście jeśli masz swoje ważne powody dla których coś robisz, to w końcu znajdzie się ktoś kto będzie Ci naprawdę wdzięczny za to kim jesteś lub za to co robisz.

Na koniec stawiam pytanie do WAS…

Gdzie jest prawdziwe szczęście?

Tam gdzie jest BYĆ czy tam gdzie jest MIEĆ? A może jest jeszcze inna odpowiedź…?

PS: Napiszę jeszcze co ja myślę na ten temat… ale to w kolejnym wpisie. Życzę Wam abyście zawsze mieli obok siebie ludzi, którzy są Wam wdzięczni z to co robicie i kim jesteście.

Powiązane artykuły:
  • Biznes
    jest
    prosty