Czy Twój biznes to Twoje więzienie…?
Rozwój personalny

10-09-2016

P„Problem z wyścigiem szczurów polega na tym, że nawet jeśli wygrasz nadal jesteś szczurem…”

Jest wtorek godzina 7 rano,  normalnie o tej porze wstaje. W hotelowej restauracji czekam na spotkanie z młodym chłopakiem,  który od sześciu lat prowadzi własną firmę.  Krzysiek zaczął zaraz po studiach rozkręcać prosty temat.

Widząc zapotrzebowanie rynku założył firmę budowlaną zajmującą się docieplaniem budynków. Miał trochę gotówki trochę sprzętu oraz kilku chętnych do pracy kumpli. Nic nie stało na przeszkodzie, by zaczął swoją własną firmę. Krzysiek już na studiach zaocznych pracował w takiej firmie przez 3 lata i tam nabył doświadczenia. Był świetny w tym co robił więc postanowił przejść na swoje. Nie była to łatwa decyzja bo strasznie bał się kosztów związanych z prowadzeniem firmy.  Przełamał strach, założył jednoosobową działalność i rozpoczął od pierwszego zlecenia u swojej koleżanki ze studiów. Pracowali w 4 osobowej ekipie,  prace wykonali w dwa tygodnie i zainkasowali za to zlecenie 14 000, po odjęciu kosztów prowadzenia firmy i zapłaceniu pracownikom zostało mu 4000 PLN. Pomyślał, że to niezły zysk jak na dwa tygodnie pracy i zaczął szukać kolejnych zleceń. Pierwszy rok zakończył niezłym wynikiem. Szczęśliwy, że firma się rozwija, zainwestował w reklamę i kupił nowy samochód w leasing.

Drugi rok był dwa razy lepszy od pierwszego – mnóstwo zleceń, więc postanowił kupić vana i zatrudnić dodatkowo 3 osoby.  Szybko jednak zorientował się, że nawet mając 3 osoby nie zarabiał więcej pieniędzy pomimo tego, że nadal to były niezłe zarobki. Na czysto miesięcznie zostawało mu około 10 000 PLN. Udało mu się trochę odłożyć. 

Trzeci rok już nie był tak dochodowy jak pierwszy i drugi. Piętrzyły się koszty, a zysk nie wzrastał.  Na dodatek okazało się, że z powodu dużej konkurencji wiele firm zaniżało stawki za usługi, więc Krzysiek w obawie o swoją firmę również trochę obniżył stawki.

Czwarty rok dramat, kilka zleceń, problemy z pracownikami, rozbite auto, utrata części pieniędzy po nietrafionej inwestycji, kliku tygodniowa choroba. To wszystko spowodowało, że Krzysiek zaczął mieć problemy ze spłatą leasingu i na dodatek zadłużył się na ponad 50 000 w związku z wysokimi kosztami prowadzenia firmy oraz brakiem środków na prywatne wydatki.  Pod koniec roku jeden z inwestorów nie zapłacił mu za roboty na dużym obiekcie bo zbankrutował i Krzysiek nie otrzymał za końcową pracę ponad 100 000 PLN… Postanowił, że będzie więcej pracować żeby szybciej spłacić długi i zacząć nowe życie. I tak zrobił. 16 godzin dziennie na budowach tylko pogorszyło stan jego zdrowia fizycznego i psychicznego.  Wpadł w depresje i wszystko co robił, wykonywał z wielkim smutkiem na twarzy. Jego ulubione zajęcie stało się jego największą zmorą. Nie mógł patrzeć na „swoją robotę”, odcinał się od rozmów z klientami, pracę wykonywał na „odpierdol”. Klienci szybko rezygnowali ze współpracy z jego firmą.  Z chłopaka pełnego pasji zmienił się w zombie emocjonalne. Stracił pewność siebie, przestał rozmawiać ze znajomymi. 

Takie historie jak Krzyśka dziś dotyczą tysięcy przedsiębiorców na całym świecie.  Jestem przekonany, że każdy z nas zna kogoś kogo dotknęła podobna historia. Może nie w tej branży, ale historie są podobne. Mają to samo podłoże i ten sam finał. Zajęcie które sprawiało nam radość z dnia na dzień stało się zmorą. Co powinien zrobisz Krzysztof w tej sytuacji…? Wielu by się poddało i poszło do byle jakiej pracy byle zarobić na życie. Ale nie Krzysztof! Któregoś dnia zadzwonił do mnie i mówi,  że nie ma nic ochoty, że to wszystko go przerasta i że ma dość prowadzenia firmy.  Zaprosiłem go na rozmowę, siedzieliśmy przez 3 godziny analizując jego życie. Okazało się że Krzysztof uwielbiał pracować przy elewacjach, ale nie zdawał sobie sprawy, że praca na elewacjach a prowadzenie własnej firmy to dwa różne światy. Pracował we własnej firmie jednocześnie ją prowadząc. Dałem mu kilka wskazówek. I poszedłem w swoją stronę. Dziś minął rok od kiedy rozmawialiśmy.  Krzysztof przyszedł na spotkanie uśmiechnięty i radosny. Odbudował swoje imperium w jeden rok. Dziś jego firma zatrudnia 15 osób, wykonuje duże zlecenia za niezłe pieniądze, a sam Krzysztof pracuje dużo mniej niż kiedy zaczynał. 

Co się zmieniło od tamtego spotkania?

Krzysztof wyznał mi,  że z tamtej rozmowy najbardziej  utkwiły mu słowa…

„Pracuj nad swoją firmą, a nie w niej, bo zostaniesz jej więźniem”

….od tamtych słów powietrze smakowało inaczej – spuentował na koniec.

Pomyśl czy Twoja firma to nie czasem Twoje więzienie…?


Powiązane artykuły:
  • Biznes
    jest
    prosty