Czy warto mieć swój dom?
Rozwój personalny

27-09-2018

Dziś postanowiłem udostępnić wpis mojego biznesowego mentora Jacka Orła, byłego Prezesa spółki notowanej na GPW. Jacek poszedł mocno w inwestycje w nieruchomości, obecnie budują kilka budynków. Napisał ciekawy artykuł pt. Czy warto mieć swój dom? Zapraszam Was do dyskusji. Pod artykułem zamieszczę dla Was odnośnik do konta na LinkedIn Jacka Orła. Miłej lektury. 


Czy warto mieć swój dom?

Takie pytanie stawiam pod rozwagę. Zakładam, że odpowiedź nie jest oczywista i postaram się nie być stronniczy. Swój punkt widzenia przedstawię na końcu.

Zacznijmy od definicji "mieć swój" - mam tu na myśli własny, wybudowany lub kupiony za gotówkę dom, w którym mieszkam ja i moja rodzina. Alternatywą jest oczywiście dom własny, ale sfinansowany kredytem hipotecznym lub idąc dalej nie-własny, czyli wynajmowany. Pewnie można szukać jeszcze kilku innych rozwiązań, ale są one mało popularne. Skupmy się, więc na wymienionych powyżej! Oczywiście możemy słowo "dom" zamienić na "mieszkanie".

Kupno własnego domu to marzenie wielu Polaków, tych młodych i tych z większym stażem zawodowym. Często jest również największym marzeniem rodziców, w odniesieniu do ich dzieci. Co tak na prawdę oznacza posiadanie domu? Kiedy już zadomowimy się w naszym nowym gniazdku, zaczynamy zauważać dodatkowe elementy nierozerwalnie związane z własnością:

• dom, mimo że jest nowy, stale wymaga opieki i ponoszenia kosztów - a to furtka się nie domyka, a to kostka się zapadła, niezbyt profesjonalnie spięta rynna cieknie nad naszym nowym trawnikiem;

• sąsiedzi za ogrodzeniem to pewnie sympatyczni ludzie, ale nigdy ich nie ma w domu, więc nie zbudowaliście jeszcze relacji. Zupełnie inaczej ma się sprawa z ich dwoma "ujadaczami", tzn. psami podwórkowymi. Pewnie doskonale sprawdzają się w pilnowaniu posesji sąsiada, ale przy okazji szczekają zajadle, a nocą wyją do księżyca - no cóż…, sąsiedztwa się nie wybiera!

• jeżeli w pobliżu powstanie lotnisko lub (jeszcze gorzej) wysypisko, to nie jesteśmy w stanie nic z tym zrobić. Nie mogąc zmienić, musimy pokochać.

Posiadanie własnego domu, dla wielu z nas, stanowi pewną ostoję spokoju. Zawsze mogę się w nim zaszyć i nawet mając przejściowe problemy z generowaniem dochodu w budżecie domowym, nikt mnie z niego nie wyprosi. Nie muszę co miesiąc zastanawiać się, skąd brać środki na czynsz, a w trudniejszych miesiącach zawsze mogę zrezygnować z ogrodnika i samemu wykosić trawę :-) Na koniec, życie słodzi nam przekonanie, że wartość nieruchomości zawsze rośnie i w razie czego, zawsze możemy sprzedać nasze gniazdko za cenę wyższą niż koszt nabycia. 

Jest takie stare powiedzenie, że życiowym zadaniem mężczyzny jest mieć syna, zbudować dom i posadzić drzewo - czyli już w przeszłości, nasi przodkowie doceniali rolę własnego domu.

Teraz postaram się pokazać argumenty za nie-posiadaniem własnego domu.

Posiadanie czegokolwiek, wiąże nas z tym czymś i odbiera część wolności. Bycie właścicielem nakłada na nas dodatkowe obowiązki. Nie dość, że pozbyliśmy się płynnych aktywów w postaci gotówki, to dodatkowo, zobligowani jesteśmy do ponoszenia kosztów jego utrzymania. Często nie bierzemy pod uwagę kosztu alternatywnego kapitału, jaki przeznaczyliśmy na zakup naszej własnej nieruchomości - mówiąc inaczej, pozbyliśmy się możliwości generowania przychodów na rzecz zobowiązania do ponoszenia kosztów.

Mieszkając w wynajętym domu/mieszkaniu, naszym jedynym zmartwieniem jest czynsz najmu i koszty są do przewidzenia. Amortyzujące się meble, czy wystrój wnętrza, to nie nasze zmartwienie, zaś jednorazowe większe koszty, takie jak wymiana pieca, czy naprawa dachu, zupełnie nas nie dotyczą.

Trudno jednoznacznie ocenić, co jest lepsze: wynajem czy własność? Uważam, że oba podejścia mają zarówno zalety i wady. 

Wiele czasu spędziłem na własnych przemyśleniach w tym zakresie. W zależności od założonej tezy, zawsze znajdą się argumenty na jej uzasadnienie. Rozsądek nakazuje zadbać najpierw o wpływy do budżetu domowego, a dopiero w drugiej kolejności, zapewniać sobie komfort psychiczny mieszkania na swoim. Powiedzmy sobie szczerze, że niewielką satysfakcję da Ci własny dom i brak wpływów na konto. Aby odpowiednio poukładać te zagadnienia przyjąłem, że w pierwszej kolejności buduję portfel nieruchomości na wynajem. Chciałbym, żeby dawały mi one stały, dodatni wpływ do mojego budżetu rodzinnego, a dopiero wtedy, pozwolę sobie na "nieefektywne" zainwestowanie we własny dom. Zakup mieszkań na wynajem (nawet w kredycie), pozwoli wbrew pozorom szybciej zarobić na zakup własnego domu, niż w sytuacji odwrotnej, jaką jest zakup własnego domu w pierwszej kolejności (np. w kredycie), a dopiero w przyszłości zajęcie się przychodami pasywnymi.

Patrząc na to z perspektywy bardziej finansowej, założyłem, że wartość moich pracujących inwestycji to minimum 75% majątku mojej rodziny, natomiast kapitał zamrożony we własnym domu, nie powinien przekraczać 25% posiadanych zasobów kapitału. Oczywiście należałoby przedstawić kwoty, ale to już zadanie dla każdego z Was. Nie wiem, czy Tobie i Twojej rodzinie wystarczy mieszkanie za 150 tys. zł i wtedy wystarczy 450 tys. zł zainwestowane w inne, generujące cashfolw nieruchomości, czy potrzebujesz może domu za 2 mln zł, ale wtedy już sam policz, ile musisz zainwestować w dające dochód pasywny aktywa!

Ciekawym rozwiązaniem, łączącym własność i wynajem jest zakup domu na tyle dużego, aby móc go również wynajmować innym. Jest to jeszcze mało popularne w Polsce rozwiązanie, ale przy spełnieniu kilku warunków, bardzo ciekawe. Wówczas, potraktowałbym wynajmowaną część domu jako 3/4 pracującego kapitału. Niestandardowych rozwiązań jest bardzo dużo - trzeba jednak najpierw poddać temat pod refleksję!

Właśnie taki był cel tego tekstu - zachęcić Cię do refleksji! Pomyśl o temacie, przeanalizuj go w swojej sytuacji! Może po latach warto coś przedefiniować! Chętnych do dyskusji zapraszam do komentowania i kontaktu!

Autor tekstu: Jacek Orzeł

A oto link do profilu Jacka na LinkedIn https://www.linkedin.com/in/jacek-orzel/

i FB  https://www.facebook.com/jajacekorzel/

Powiązane artykuły:
  • Biznes
    jest
    prosty